Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

Slayer - "World Painted Blood"

Posted by ElBucanero11 On poniedziałek, 16 stycznia 2012 1 komentarze

3 listopada 2009 Slayer wszedł do studia, by zarejestrować nowy materiał, który nosi nazwę "World Painted Blood". Dzień po moich urodzinach ujrzała światło dzienne płyta, która, jak na seryjnego już Zabójcę przystało, niszczy ludzki mózg tak szybko, jak to tylko możliwe. I jak tu być szczęśliwym, gdy jednego dnia dostaje sie prezenty, a drugiego zostaje się opróżniony z własnych wnętrzności? To niewiarygodne, ale udało mi się to, a teraz jestem tutaj by rozebrać to dzieło na drobne części. Zacznijmy więc od pierwszej piosenki. Czeka tutaj na nas tytułowy "World Painted Blood". Zaskakujący i nieprzewidywalny. Zaczyna sie od około minuty wolnego wstępu. Następnie stopniowo zamienia sie w tradycyjny Slayerowy killer. Kolejne dwa utwory to typowe granie Kalifornijskiego bandu. Przekonuje szybkość i agresja, którymi przepełnione są "Unit 731" oraz "Snuff". Trudno powstrzymać się od headbangingu słysząc jak Tom Araya wykrzykuje słowa:

"Torture, misery
Endless suffering
Pleasing to the eye
To this you can't deny

Murder is my future
Killing is my future
Murder is my future
Killing is my future"

Ma to miejsce w końcówce utworu "Snuff". "Beauty Through Order" jest bardziej podobny do pierwszego utworu płyty. Również we wstępie możemy usłyszeć chwilke wytchnienia, nutke spokoju i relaksu, by za chwile przejść do typowego thrashowego łojenia. w końcówce możemy usłyszeć jedną z moich ulubionych solówek na tej płycie. Chciałoby sie rzec nic dziwnego. Kerry King i Jeff Hanneman chyba nigdy nie nawalili. Wkraczając w dalszą fazę słuchania dostajemy to, co znamy i kochamy w Slayerze i to, czego tak naprawde zawsze od nich oczekujemy. "Hate Worldwide", "Public Display of Dismemberment", "Americon", "Psychopathy Red" oraz "Not Of This God" to swego rodzaju tradycja, na którą czekamy gdy Slayer wydaje płyte. Świetne solówki, wrzeszczący Araya, genialnie grający Lombardo. Czego chcieć więcej? Mamy do czynienia z jednym z najlepszych zespołów w historii metalu. Celowo opuściłem dwa utwory. "Human Strain" i "Playing With Dolls" różnią się od pozostałych kawałków. "Playing With Dolls" zasługuje na wiele pozytywnych słów za swój unikatowy, troszkę chory klimat. Prawdziwe cudo dla prawdziwych fanów. Natomiast wymieniony wyżej jako pierwszy "Human Strain" jest niestety jedynym utworem, który zasługuje na nagane. Znajdą się pewnie ludzie, którzy zmieszają moje słowa z błotem, ale ta kompozycja jest dla mnie najzwyczajniej w świecie nudna i kompletnie nie pasuje mi do tej płyty. Gdyby nie to, myślę, że "World Painted Blood" śmiało można byłoby postawić w jednym rzędzie z takimi genialnymi dziełami jak "Reign In Blood", "South Of Heaven" czy "Seasons In The Abyss". Poprzednie zdanie jest chyba najlepszą reklamą dla tego albumu. Myślę, że skusi Was ona do sięgnięcia po tą płytę. I jestem niemal więcej niż pewny, że nie pożałujecie tej decyzji.


Lista utworów:

1. World Painted Blood 05:53
2. Unit 731 02:40
3. Snuff 03:42
4. Beauty Through Order 04:37
5. Hate Worldwide 02:52
6. Public Display of Dismemberment 02:35
7. Human Strain 03:09
8. Americon 03:23
9. Psychopathy Red 02:26
10. Playing With Dolls 04:14
11. Not of This God 04:20




Ocena: 8/10

Vader - "Welcome To The Morbid Reich"

Posted by ElBucanero11 On czwartek, 12 stycznia 2012 1 komentarze


Wielki powrót naszego bloga w nowym, mocniejszym składzie stał się faktem, więc nadszedł czas by napisać parę słów o dobrej muzyce. A skoro o dobrej muzyce mowa to nie mogło zabraknąć tutaj Vadera, który 12 sierpnia 2011 roku stworzył nowy album noszący tytuł "Welcome To The Morbid Reich". Płyta powstawała tradycyjnie już w białostockim Hertz Studio pod czujnym okiem uzdolnionych producentów - Wojciecha i Sławomira Wiesławskich. Vader uważany jest przez wielu za zespół, który nigdy nie spadł poniżej pewnego poziomu. Nie inaczej jest tym razem. Peter i spółka nowym albumem wynieśli muzykę Vadera w nowe rejony, nadali jej zupełnie inne oblicze. "Welcome To The Morbid Reich" i jego poprzednik "Necropolis" to dwie różniące się od siebie kompozycje. Już intro "Ultima Thule" daje nam jasno do zrozumienia, z czym zmierzymy się w następnych utworach. A następne kawałki są wręcz niesamowite! "Return To The Morbid Reich" świetnie rozwija intro i brutalnie przyspiesza, "The Black Eye" to utwór typowy dla maniaków ekstremy, następnie nadchodzi singel "Come And See My Sacrifice", do którego komentarz chyba jest zbędny, bo powala po prostu na kolana. Potem przychodzi moment na najsłabszą moim zdaniem pozycję. Po czterech świetnych kawałkach trudno nie odczuć słuchając "Only Hell Knows", że płyta zanotowała pewien regres. Na szczęście tylko na chwile, ponieważ na pomoc przychodzi nam genialny "I Am Who Feasts Upon Your Soul". Takiego Vadera chciałoby się słuchać bez przerwy. Mroczny, klimatyczny a zarazem szybki i agresywny. Kolejne trzy piosenki to już typowy Death Metal. Kawałki takie jak "I Had A Dream", "Lord Of Thorns" czy "Decapitated Saints" obfitują w gwałtowne riffy i pędzącą z prędkością światła perkusje. Ciekawą rzeczą jest też wokal Petera na albumowej "dziesiątce". Lider grupy zaraża swą energią i trudno oprzeć sie pokusie do wariacji w rytm muzyki. Po energicznym "Decapitated Saints" czas na zwolnienie tempa. Nadchodzą bowiem oni. "They Are Coming" to instrumentalna kompozycja mrożąca krew w żyłach. Trzeba mieć stalowe nerwy by przesłuchać czegoś takiego będąc samemu w ciemnym pokoju. Ostatni kawałek to "Black Velvet And Skulls Of Steel", który sprawia, że rozstajemy się z płytą w dobrych nastrojach. Taki tradycyjny utwór Vadera na pożegnanie. Myślę, że Vader po raz kolejny udowodnił, iż jest legendą naszego Death Metalowego podwórka. Słuchanie plującego jadem na wszystkie strony Petera, świetnych solówek i riffów Pająka oraz będącego w dobrej kondycji Paula to chyba największa przyjemność, którą jesteśmy w stanie sobie zapewnić za nie więcej niż 50 zł.



1. Ultima Thule 00:49
2. Return to the Morbid Reich 03:26
3. The Black Eye 04:12
4. Come and See My Sacrifice 04:44
5. Only Hell Knows 02:13
6. I Am Who Feasts Upon Your Soul 04:50
7. Don't Rip the Beast's Heart Out 03:58
8. I Had a Dream… 03:02
9. Lord of Thorns 02:38
10. Decapitated Saints 02:41
11. They Are Coming… 01:46
12. Black Velvet and Skulls of Steel 03:19



Ocena: 9/10

Iron Maiden - The final frontier.

Posted by Busho On środa, 11 stycznia 2012 0 komentarze

Niecałe dwa lata temu Iron Maiden wydało płytę The Final Frontier. Płyta uzyskała status złotej
płyty w Polsce, sprzedając się w ponad 10 000 egzemplarzach. Piętnasty krążek tego zespołu jest równie wspaniały co poprzednie.Album jest świetny, ale posiada swoje swoje słabe punkty. Piosenka "Satellite 15... The Final Frontier" ma trochę za długie intro. Jednak tak jak poprzednie ich płyty, i ta ma swojego "asa". "When the wild wind blows" jest moim ulubionym utworem oraz, moim zdaniem, najlepsza ballada z całej dyskografii zespołu, zaraz po "Blood Brothers". Jeszcze jedną ważną rzeczą którą należy powiedzieć że połowa piosenek z płyty trwa ponad 5 minut.


Całą płytę promował kawałek, "El Dorado", który ukazał się 8 czerwca 2010.

Behemoth - "Evangelion"

Posted by ElBucanero11 On czwartek, 28 lipca 2011 0 komentarze


Po premierze genialnego "The Apostasy" wydawało sie, że Behemoth osiągnął szczyt swoich możliwości.Było to pierwsze wydawnictwo zespołu, które zadebiutowało w amerykańskim zestawieniu Billboardu 200, uplasowując się na 149. miejscu. W ciągu tygodnia od premiery album sprzedano za oceanem w nakładzie 5000 egzemplarzy. Nergal i spółka wdrapali się na sam szczyt metalowego rzemiosła. Fani z wielkimi apetytami czekali na premierę nowego dzieła ich ulubieńców. Czekali i... Nie zawiedli się! "Evangelion" zdobył pozytywną opinie nie tylko wśród fanów, lecz nawet u najbardziej wymagających krytyków muzycznych. Przejdźmy więc do zawartości muzycznej albumu. We wszystkich ciężkich riffach słychać dużo świeżości a zarazem charakterystycznego stylu jaki przez 20 lat Gdańszczanom udało się wypracować. Pozytywna atmosfera w zespole oraz luz z jakim grupa weszła do studia pozwoliła osiągnąć efekt, któremu nie jest w stanie dorównać żaden z wcześniejszych albumów z jakże obfitej dyskografii Behemotha. Zaczynamy więc od jedynki. "Daimonos" wprowadza nas w "Evangelion" chórkami, które od razu tworzą charakterystyczny styl tego albumu. W dalszej części piosenki jesteśmy po prostu skazani na brutalne wciśnięcie w fotel. Agresywny i ciężki riff oraz niesamowite tempo narzucone przez Inferno rozwala nas na kawałki. Kolejny utwór to "Shemmhamforash", który zabija swym ciężarem. Trojka "Ov Fire And The Void" wymaga dłuższego przystanku i niejednokrotnego przesłuchania. Wolne tempo, proste gitarowe zagrania... Mimo tego w wykonaniu Behemotha brzmi to po prostu genialnie. Dodając do tego genialny teledysk nakręcony do tego utworu jest to jedna z najlepszych kompozycji na tym krążku. Kolejne utwory "Transmigrating Beyond Realms ov Amenti", "He Who Breeds Pestilence", The Seed ov I", "Alas, Lord Is Upon Me" oraz "Defiling Morality ov Black God" swoją charakterystyką świetnie pasują do "Evangelion". Nasycają one fanów różnych metalowych odmian. Zawierają w sobie po prostu wszystko co najlepsze. Szybkie tempo, agresywne i ciężkie riffy, genialny wokal, bardzo dobrze oddające nastrój albumu teksty, świetnie dobrani goście oraz różnorodnośc instrumentów, które wzbogacają styl albumu. Na koniec pozostawiłem "Lucifer". Utwór, który w każdej sekundzie swojego brzmienia zawiera coś unikatowego. Zawiera on surowe partie gitarowe i perkusyjne, które zostały świetnie połaczone w jedną, wyjatkową całośc. Adam Darski na DVD, które dołączone jest do albumu przytoczył słowa, które po nagraniu "Lucifer" wypowiedział Inferno: "Zajebiście, gramy to co naprawdę chcemy". Te właśnie słowa pokazują w jak wysokiej formie jest Behemoth, jak świetna atmosfera panuje w zespole. W ostatnim utworze "Evangelion" gościnnie wystąpił wokalista i muzyk rockowy Maciej Maleńczuk. Adam "Nergal" Darski, Tomasz "Orion" Wróblewski, Zbigniew "Inferno" Promiński oraz gitarzysta sesyjny Patryk "Seth" Sztyber wykonali kawał świetnej roboty. Jednak należy również wspomnieć Sławomirze i Wojciechu Wiesławskich, Colinie Richardsonie oraz o Danielu Bergstrandu, o których wkładzie w ten album informuje nas Nergal i spółka w DVD "The Making Ov Evangelion". Zajmują się oni odpowiednio produkcją muzyczną partii gitar, miksowaniem oraz produkcją muzyczną partii perkusyjnych. Każdy z nich poświęcił "Evangelion" mnóstwo czasu. Na DVD możemy również zobaczyc "Evangelion Photo Session", na którym zawarty jest 6 minutowy skrót z sesji zdjęciowej albumu. Zachęcam Was do kupna "Evangelion", bo według mnie to zdecydowanie najlepsza płyta w bogatej historii polskiego metalu. Myślę, że to pozycja obowiązkowa dla każdego fana black metalowych klimatów o czym może świadczyć status złotej płyty uzyskany w listopadzie 2009 roku w Polsce, czy szereg pozytywnych recenzji ze strony krytyków muzycznych. Jedno jest pewne, słuchając tej płyty możemy być dumni, że jesteśmy Polakami. Jak widać Polak potrafi!


1. "Daimonos" – 5:16
2. "Shemhamforash" – 3:56
3. "Ov Fire and the Void" – 4:28
4. "Transmigrating Beyond Realms ov Amenti" – 3:28
5. "He Who Breeds Pestilence" – 5:41
6. "The Seed ov I" – 4:58
7. "Alas, Lord Is Upon Me" – 3:16
8. "Defiling Morality ov Black God" – 2:50
9. "Lucifer" – 8:07




Ocena: bezapelacyjnie 10/10

Dark Tranquillity - "Fiction"

Posted by ElBucanero11 On poniedziałek, 11 lipca 2011 0 komentarze


Wracam po dwutygodniowej przerwie spowodowanej wyjazdem na obóz. Myśląc o kolejnym poście pomyślałem, że moim obowiązkiem jest napisanie paru słów o Dark Tranquillity. Zespół, który poznałem dzięki lastfm.pl od razu przypadł mi do gustu. Największe wrażenie robi na mnie płyta "Fiction", którą miałem ostatnio okazję nabyć. Jest to ósmy studyjny krążek szwedzkiej kapeli wydany nakładem Century Media wydany w kwietniu 2007 roku. Dark Tranquillity wraz z In Flames są prekursorami Melodic Death Metalu. W przeciwieństwie do swych rodakow podążaja przyjętą od samego początku drogą. Album "Fiction" nie został jednak zbyt dobrze przyjęty przez fanów. Kapeli zarzuca się, że straciła błysk, że każda kolejna płyta pokazuje brak muzycznego rozwoju. Jednak ja całkowicie się z tym nie zgadzam. "Fiction" jest doskonałym dowodem na to, że muzyka tworzona przez Szwedów dojrzewa. Przejdźmy więc głębiej do zawartości omawianego krążka. Album tworzy jedną bardzo logicznie poukładaną całośc, jednak można znaleźć również kilka hitów. Mam tutaj na myśli takie utwory jak "Focus Shift", "Terminus (Where Death Is Most Alive" oraz "Misery's Crown". Te kawałki niewątpliwie tworzą niesamowity klimat na każdym koncercie Dark Tranquillity. Zacznijmy jednak od początku. Tutaj czeka na nas "Nothing To No One", który od razu wyjaśnia nam nastrój płyty. Agresja połaczona z genialnymi melodyjnymi partiami, które szybko wpadają w ucho. Kolejny utwór "The Lesser Faith" stabilizuje nam troche szybkie tempo poprzednika. Więcej w nim melodyjności oraz elektroniki. Kawałek bardzo przyjemny, potrafi ukoić każdy ból i zmęczenie. Trójka to wspomniany już "Terminus (Where Death Is Most Alive", którego intro przyprawia mnie o ciarki na plecach. Następnie mamy do czynienia z szybszymi "Blind At Heart", "Icipher" oraz "Empty Me". Nie bez powodu opuściłem "Inside The Particle Storm". To kolejny utwór na tym albumie, który nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Żaden zespół, którego do tej pory słuchałem nie był w stanie mnie tak odprężyć. Klimat stworzony w tej piosence przez Martina Brändströma jest niesamowity. W zestawieniu z muzyką brutalny wokal Mikaela Stanne'a brzmi nadzwyczaj łagodnie. Kolejną część płyty tworzą wspomniane już wyżej "Misery's Crown" oraz "Focus Shift". Te piosenki chyba nie wymagają mojego komentarza. Są genialne w każdym calu, prawdziwe Dark Tranquillity. Płytę kończy "The Mundane And The Magic", który jest moim zdaniem najsłabszym ogniwem tej płyty. Z całym szacunkiem dla Nell Sigland, ale Melodic Death Metal to zbyt wysokie progi dla jej głosu. Wbrew różnym opiniom na temat tego krążka jest to dla mnie jedna z najbardziej ciekawych pozycji 2007 roku. Złamie dziś tradycje, zamiast wrzucić singla zostawiam Was z moją ulubioną piosenką na tym albumie. Myślę, że tylko umocni Was ona w przekonaniu, że "Fiction" to kolejna płyta, która wzmocni Waszą muzyczną kolekcję.


Pełna lista utworów
1. "Nothing to No One" – 4:10
2. "The Lesser Faith" – 4:37
3. "Terminus (Where Death is Most Alive)" – 4:24
4. "Blind at Heart" – 4:21
5. "Icipher" – 4:39
6. "Inside the Particle Storm" – 5:29
7. "Empty Me" – 4:59
8. "Misery's Crown" – 4:14
9. "Focus Shift" – 3:36
10. "The Mundane and the Magic" – 5:17



Ocena: 10/10

In Flames - "Sounds Of A Playground Fading"

Posted by ElBucanero11 On czwartek, 23 czerwca 2011 0 komentarze

Nadszedł czas na analizę zapowiadanego już przez naszą stronę nowego krążka In Flames. Od premiery upłynęło 8 dni, w tym czasie przesłuchałem tej płyty 10 razy, także myślę, że mogę podjąć się oceny albumu. "Sounds Of A Playground Fading" nie zaskoczył mnie. Skandynawski zespół nadal konsekwentnie podąża obraną, dość kontrowersyjną drogą. Według mnie jest to postawa jak najbardziej na plus. Jestem jednym z tej grupy fanów, którzy przepadali za czasami "Colony" i "Clayman" oraz akceptują obecną metamorfozę zespołu. Czas więc przejść do rzeczy. Na pierwszy rzut dostajemy 6 utworów, które ukazują styl współczesnego In Flames. Tytułowy "Sounds Of A Playground Fading" i singel "Deliver Us" powodują, że startujemy z bardzo wysokiego "C". Już na samym początku dostajemy to, co jest wizytówką nowego albumu. Melodyczne i chwytliwe refreny szybko zakodują się w naszej pamięci. Chociaż tekst typu "Fly into the distance, Disappear for a while, I can't make sense of this, But we're here, today, Feeling alive" nie jest najwyższych lotów, to wraz z świetną muzyką dobrze się komponuje. Wysoki poziom dwóch pierwszych piosenek utrzymują "All For Me", "The Puzzle", "Fear Is The Weakness" oraz "Where the Dead Ships Dwell". Melodyczne riffy, chwytliwe refreny oraz świetny głos Fridéna sprawiają, że wiemy, iż mamy do czynienia z świetnej jakości muzyką. Kolejny utwór pt. "The Attic" wprowadza coś nowego. Jest to swego rodzaju cisza przed burzą. Anders Fridén uspokaja swoje gardło, Björn Gelotte, Peter Iwers, Daniel Svensson, Niclas Engelin wyciszają swe instrumenty, by za chwilę uderzyć w słuchacza całą mocą. Trójka "Darker Times", "Ropes" oraz "Enter Tragedy" to moim zdaniem najlepsza część na płycie. Uzupełniając te utwory dwunastką "A New Dawn" możemy przypomnieć sobie czasy przed muzyczną przemianą. Jest to dość odważne twierdzenie, ale towarzyszy mi ono gdy słucham tych piosenek. Płytę kończą "Jester's Door" oraz "Liberation". Jest to spokojne, wyciszające zakończenie nowego dzieła. Myślę, że ta płyta jest w stanie przekonać wszystkich fanów In Flames, zarowno tych, którzy tesknią za "Colony" oraz wielbicieli nowego wizerunku zespołu. Szwedzi umacniają swą pozycję w metalowym rzemiośle i pozostawiają nas w dobrych humorach. Myślę, że "Sounds Of A Playground Fading" jest godnym następcą świetnie przyjętych przeze mnie "Come Clarity" oraz " A Sense Of Purpose".






Pełna lista utworów:

1. Sounds of a Playground Fading 04:43
2. Deliver Us 03:30
3. All For Me 04:31
4. The Puzzle 04:34
5. Fear Is the Weakness 04:03
6. Where the Dead Ships Dwell 04:27
7. The Attic 03:16
8. Darker Times 03:25
9. Ropes 03:42
10. Enter Tragedy 03:58
11. Jester's Door 02:37
12. A New Dawn 05:53
13. Liberation 05:12


Ocena: 9/10

DevilDriver - "Beast"

Posted by ElBucanero11 On piątek, 20 maja 2011 0 komentarze

Koniec pracy w studiu, koniec wyczekiwania fanów - oto nadszedł czas następcy genialnego "Pray For Villains". Po ciężkiej pracy w Sonic Ranch studio Dez Fafara i spółka wracają na metalową scenę z świetnie zapowiadającym się albumem "Beast". Czy album spełnił pokładane w nim nadzieje? Czy DevilDriver znów zaskoczył nas świeżymi i bezkompromisowymi pomysłami? Zacznijmy od początku... Tradycyjnie płyta od razu rusza z wysokiego "C". Już utwór ("Dead To Rights") pokazuje nam z jakim albumem będziemy mieli do czynienia. Dez Fafara nie rzucał słów na wiatr mówiąc, że "Beast" będzie jednym z najbardziej brutalnych dzieł w jego dotychczasowej karierze. Kolejne kawałki "Bring The Fight (To The Floor)" oraz "Hardened tylko potwierdzają zdanie frontmana DevilDriver. Następnie nadchodzi przełom. Utwór "Shitlist" z odciągającym nasze myśli od szarej rzeczywistości wstępem. Niestety później nadchodzi czas powalającego na kolana riffu, który brutalnie wciąga nas w wir codziennego życia. Nie ukrywam, że to moja ulubiona piosenka na tym krążku. Stylistyka "Talons Out (Teeth Sharpened)", "You Make Me Sick" czy "Crowns Of Creation" jest bardzo podobna do początkowych kompozycji zawartych na "Beast". Końcówka albumu bardzo przypomina nam "Pray For Villains". "Coldblooded", "Blur", "The Blame Game" oraz "Black Soul Choir" zawierają charakterystyczne dla poprzednich dzieł zespołu melodyjne riffy oraz zabawy gitarowe Mike'a Spreitzera i Jeffa Kendricka. Ostatni "Lend Myself To The Night" dopełnia wszystkie myśli i pomysły poruszone na płycie. Czas więc odpowiedzieć na pytania zawarte we wstępie tekstu. Moim zdaniem tak, album udowodnił, że kalifornijczycy nadal są w świetnej formie i nie zwalniają bardzo wysokiego tempa. Opinie krytyków muzycznych o "Beast" są różne a więc polecam Wam kupno płyty i wyrobienie sobie swojego zdania na ten temat.








Lista utworów:

1. Dead To Rights
2. Bring The Fight (To The Floor)
3. Hardened
4. Shitlist
5. Talons Out (Teeth Sharpened)
6. You Make Me Sick
7. Coldblooded
8. Blur
9. The Blame Game
10. Black Soul Choir (cover 16 Horsepower)
11. Crowns Of Creation
12. Lend Myself To The Night


Ocena: 8/10

Soulfly - "Conquer"

Posted by ElBucanero11 On poniedziałek, 2 maja 2011 0 komentarze



Premiera tej płyty wzbudziła wśród krytyków muzycznych różne opinie. Jednym nie podobała się nadmierna brutalność, drugim to, że zawężone pole do popisu miał Marc Rizzo. Ja natomiast uważam, że "Conquer" to wielki krok naprzód i początek nowego rozdziału w karierze Maxa Cavalery. Wydaje mi się, że ta płyta nie została należycie doceniona. Frontman Soulfly dotrzymał przedpremierowych obietnic. "Conquer" rzeczywiście jest płytą niesamowicie ciężką, szybką i agresywną. Max odszedł trochę od plemiennych klimatów, odszedł również od hip-hopowych rytmów. Niekwestionowanym liderem tego albumu jest thrash. Takiej dawki nienawiści jak w "Blood, Fire, War, Hate", "Fall Of Sycophants" i "Doom" fani Soulfly nie mieli jeszcze okazji usłyszeć. Marc Rizzo cierpi troche na tym, że muzyka składa sie głównie z bestialskich riffów. Brakuje tutaj takich solówek jak na "Dark Ages" czy "Prophecy". Jednak słuchając "Conquer" wcale nie tęsknię za tym aż tak bardzo. "Enemy Ghost", "Warmageddon", "Unleash", "Paranoia" to kawałki, które są po prostu genialne. Zachęcają do wariacji w rytm muzyki. Chciałbym mieć okazję usłyszeć te utwory na koncertach. Łatwo wyobrazić sobie, że byłyby przyjęte z wielkim optymizmem publiczności. Uwagę warto również zwrócić na "Touching The Void". Jest to bardzo powolny kawałek mający świetny klimat. Max Cavalera tą kompozycją chciał okazać swój hołd legendarnemu Black Sabbath. Jedenastka - czyli "SoulflyVI" to tradycyjne już spokojne, nastrojowe i wyciszające po ekstremalnej dawce ciężkiej muzyki zakończenie płyty. Naprawde warto udać się do sklepu i wydać troche pieniędzy na "Conquer".




Lista utworów
1. "Blood Fire War Hate" - 4:59
2. "Unleash" - 5:10
3. "Paranoia" - 5:31
4. "Warmageddon" - 5:22
5. "Enemy Ghost" - 3:02
6. "Rough" - 3:27
7. "Fall Of The Sycophants" - 5:09
8. "Doom" - 4:58
9. "For Those About To Rot" - 6:47
10. "Touching The Void" - 7:25
11. "Soulfly VI" - 5:20


Ocena: 8/10

Chimaira - "The Infection"

Posted by ElBucanero11 On piątek, 22 kwietnia 2011 0 komentarze

21 kwietnia 2009 roku to dla mnie przełom na scenie metalcore. Tego dnia na światło dzienne wyszedl album "The Infection" grupy Chimaira. Zarówno mnie, jak i wielu fanów amerykańskiego zespołu pozytywnie zaskoczyła ta płyta. Muzycy odeszli troche od dotychczasowego stylu kapeli. "Infekcja" jest zdecydowanie bardziej posępna od poprzednich albumów. Trzon muzyki opiera sie na riffach w stylu thrash - death z dodatkami hardcore. Mimo całkiem świeżego oblicza zespołu fani starszych dokonań grupy z pewnością znajdą coś dla siebie. "The Venom Inside" przeniesie wielbicieli zespołu do czasów "Resurrection", natomiast "Frozen In Time" zabierze nas w podróż do "Pass Out of Existence" i "The Impossibility of Reason". Skupmy się jednak na nowych pomysłach zespołu. Kwartet składający sie z utworów "Coming Alive", "Secrets Of The Dead", "The Disappearing Sun" oraz "Impending Doom" powala na ziemie niejednego słuchacza. Dokładając do tego utwór "The Heart Of It All", który również ociera sie o ideał, mamy przed sobą cały obraz zmian jakie zaszły w Chimairze. Mark Hunter pokazuje, że jest w najwyższej formie. W "Coming Alive" miażdży brutalnym growlem, po czym z łatwością przechodzi do zwykłego śpiewu ("Impending Doom"). "The Infection" to płyta, do której z pewnością będę wracał przez całe moje życie. Mam nadzieje, że moja recenzja zachęci Was, drodzy czytelnicy do sięgnięcia po tą płytę. Aby jeszcze bardziej Was do tego przekonać zostawiam Wam do przesłuchania najbardziej brutalny kawałek na tej płycie.




Lista utworów:


1. The Venom Inside 04:05
2. Frozen In Time 04:05
3. Coming Alive 03:04
4. Secrets Of The Dead
5. The Disappearing Sun 04:24
6. Impending Doom 06:05
7. On Broken Glass 03:46
8. Destroy And Dominate 04:42
9. Try To Survive 04:40
10. The Heart Of It All 14:52


Ocena: 9,5/10

Demonaz - March Of The Norse

Posted by Anonimowy On niedziela, 17 kwietnia 2011 1 komentarze


Wydana niedawno w Polsce nowa płyta Demonaz „March of the Nors” to porcja solidnego nordyckiego metalu. Przełom to nie jest ale i nikt chyba takowego nie oczekiwał. Demonaz jest  to pseudonim Haralda Nævdal’a, współtwórcy jednego z przedstawicieli klasyki norweskiego metalu - zespołu  Immortal. W niniejszym albumie Demonaz pokazuje że stale ma to „coś”. Rytmiczne brzmienie perkusji i gitary, połączone z melodycznymi solówkami, przeplatane męskimi mrocznymi chórami z akustycznym akompaniamentem. Wszystko razem tworzy zgrabna całość, której przyjemnie się słucha. Nagłe zakończenia kawałków pobudzą chęć słuchania następnych. Wyraźna melodia i motyw przewodni trwający przez całe utwory sprawiają, że muzyka Demonaz wpada w ucho. Harald zaprosił do współpracy byłego perkusistę Immortal, Armageddę oraz gitarzystę Arve Isdal . Ich wspólne dziecko jest naprawdę godną polecenia pozycją. Jak sam się o albumie wyraził Demonaz: „Nienawidzę trendów i szufladkowania. Jestem Demonaz, a to jest muzyka, jaką gram”.

1.Northern Hymn
2.All Blackened Sky
3.March Of The Norse
4.A Son Of The Sword
5.Where Gods Once Rode
6.Under The Great Fires
7.Over The Mountains
8.Ode To Battle
9.Legends Of Fire And Ice
10.Dying Sun (Extra Track, Originally Written In 1998)

Ocena: 9/10                                                                                                       Autor: Krawiec

Herrschaft - Tesla

Posted by Anonimowy On czwartek, 14 kwietnia 2011 0 komentarze





Nadszedł czas by zaprezentować wam moja ulubiona kapele grającą industrial metal - Herrschaft. Zespół pochodzi z Francji, niestety tamtejsza scena metalowa nie jest raczej  zbyt duża ani nie ma tam wielu znanych kapel (jedynie do głowy przychodzi mi Gojira). Debiutancki album Herrschaftu "Tesla" ukazał sie w roku 2008 i niestety moim zdaniem nie został należycie doceniony. Generalnie muzyka na krążku jest melodyjna, dynamiczna i agresywna (takie kawałki jak Human Soul i I Am The One świetnie pasują do mojej składanki której słucham w samochodzie), niestety nie wszystkie utwory są tak udane. Szkoda ze zdobycie płytki graniczy niemal z cudem, mam nadzieje ze niebawem doczekamy kolejnego LP. Tak wiec dla zapraszam do wysłuchania, ciekaw jestem waszych opinii.


01. Valliant
02. Human Soul
03. The Grand Architects
04. Under Perfect Control
05. The Defenders
06. Tesla
07. Nemesis
08. I Am the One
09. Chaostructure
10. Apocalypse Child
11. Vortex
12. *Uber Alles (hidden track)

Ocena: jak dla mnie 8/10

Gammadiom - Wróg u bram

Posted by Anonimowy On wtorek, 12 kwietnia 2011 0 komentarze


Płyta Gammadionu „Wróg u bram” została wydana w maju 2010 roku co prawda od wydania minął już prawie rok ale myślę ze warto wspomnieć o tym wydawnictwie, gdyż uważam ze jest to absolutna ekstraklasa jeśli chodzi o polską muzykę. Gammadion jest tym czego od zawsze brakowało w pogańskim NS metalu, mordercze blasty, świetny wokal, zabójcze riffy oraz genialne teksty. Tematyką utworów jest głownie czystość aryjska, druga wojna światowa oraz walka z chrześcijaństwem (co mi osobiście bardzo się podoba). Według mnie płyta jest jednak niedoceniana gdyż ze względu na tematykę i poglądy dość trudno przebić się mainstreamu. Smutne jest to iż treści patriotyczne w dzisiejszych czasach są potępiane, dlatego nie powinniśmy pozwolić by takie wydawnictwa ginęły pod naporem popularnego teraz chłamu. Rzadko zdarza się bym miał okazje przesłuchać płytę na której według mnie nie ma słabej pozycji. Moje ulubione kawałki: Hubal, Pocałunek i Żołnierski Trud. Zapraszam do dyskusji i zapoznania się z materiałem.

 
1. Gammadion                                                                                      
2. Pod Prąd
3. Semper Fidelis
4. Żołnierski Trud
5. Hubal
6. Władcy Przestworzy
7. Potęga Zwycięstwa
8. Pocałunek
9. Wróg u Bram

Ocena: bezapelacyjne 10/10